Jak zarobić na rękodziele?

Jak zarobić na rękodziele jest to pytanie, które zmywa sen z oczu wielu rękodzielnikom.
I czy w ogóle da się zarobić na rękodziele?
Oczywiście da się. Pytanie jest tylko ile.

Ale ile to nie jest dylemat wyłącznie rękodzielników, ale każdego nowego przedsiębiorcy. Bowiem nie ma złotych środków na udany biznes. Wszystko zależy od tego ile i za ile sprzedamy. To dotyczy każdego produktu. Po prostu należy nauczyć się sprzedaży i jej właściwych strategii.

Ile można zarobić na rękodziele?

Istnieje bardzo mylna opinia, że za rzeczy robione ręcznie nie można otrzymać godziwej zapłaty, że wszyscy, którzy kupują chcieliby otrzymać te przedmioty najchętniej za darmo.

Ale kto ustala cenę? Rękodzielnik czy też odbiorca? Tak, ale to nikt nie kupi….

Kochani rękodzielnicy przestańcie robić z siebie sprzedawców taniej i tandetnej chińszczyzny z targowiska i zacznijcie najpierw mieć sami do siebie szacunek. Dzięki temu i inni nauczą się tego szacunku do was. Do was i do waszej twórczości.

Tak. Ale są tacy, którzy sprzedają tanio…
Oczywiście, że są. I co z tego? Zawsze będą. Świat zawalony jest dzisiaj tanimi produktami, tandetnymi, złej jakości. A nawet jeśli ktoś zacznie sprzedawać tanio dobre rękodzielnicze produkty to matematyka jest okrutna i w wcześniej czy później zauważy, że na tym traci….

I jeszcze jedna sprawa – naprawdę nie wszystkie ręczne wyroby są dobrej jakości z dobrej jakości materiałów. Nie wszystkich wykonanie wymaga dużo czasu. I  za takie nie można otrzymać dobrej zapłaty.
Ale jeśli wykonanie twoich produktów jest najlepsze, to masz prawo wystawić na nie wysoką cenę.

Jak zarobić na rękodziele

 

Dlaczego niektórzy nie mogą zarobić na rękodziele?

Dlatego, że przepraszają za cenę swoich produktów. Dlatego (piszę o tym ponownie) – nie mają do siebie szacunku, nisko oceniają samych siebie i nie mają wiary w siebie. To niesie za sobą niską ocenę własnej wartości, własnej pracy, własnych produktów. Obawę przed wystawieniem zbyt wysokiej ceny i zgodę na niskie wynagrodzenie.
Czyli wiara w siebie = właściwa cena produktu.

Bo gdybyś była znaną i sławną projektantką mogłabyś pobierać kokosy za swoje produkty. Czy nie myślisz trochę w ten sposób?
A wiesz co? Wielcy projektanci wierzą w siebie, wierzyli w siebie zaczynając – może nawet stojąc gdzieś na straganie wierzyli w siebie. Dlatego stali się wielcy…

Tak, ale polska rzeczywistość, ale ZUS….

Oczywiście, że wszystko nie idzie nigdy po maśle. Oczywiście, że  pod nasze nogi rzucane są kłody. Ale ci, którym się udaje po prostu koncentrują się na tym, by iść do przodu – nawet jeśli się o taką kłodę przewrócą, a nie na tym, że ta kłoda istnieje i jak fajnie by było, gdyby jej nie było….

Nie narzekaj więc, że nie można zarobić na rękodziele. Działaj, dziergaj, szydełkuj, dłub w drewnie, metalu, maluj, frywolitkuj, rób biżuterię i ucz się marketingu i sprzedaży, i uwierz w siebie i w to, co robisz. Uwierz, bo to bardzo ważne.

Zainspiruj się także innymi.
Już są wywiady z rękodzielnikami, którym się udało zarobić na rękodziele. Będzie ich więcej – zaczyna się ruch w temacie. Poczytaj o nich i wybierz to, co najlepsze. Może ich rozwiązania podpowiedzą tobie w jaki sposób pójść dalej, może ich opowieści dodadzą ci energii, albo po prostu postanowisz osiągnąć jeszcze więcej.

Opowieści rękodzielników „na swoim” znajdziesz w zakładce „Wywiady”.

Jeśli jesteś rękodzielnikiem i masz zarejestrowaną działalność napisz do mnie – możliwe iż i z tobą pojawi się tutaj wywiad.
Udostępnij także ten wpis dalej, by jak najwięcej osób decydowało się na sprzedaż rękodzieła – moc rękodzielników może w końcu powalić mity, że z rękodzieła nie da się żyć.

 

  • Patrycja

    Niedawno robiłam na zamówienie dość popularny ostatnio obrazek.W tematyce gratulacyjnej do narodzin dziecka.Stópki niemowlęce.Wzór znalazłam w czeluściach internetu po 2 tygodniach,bo wzór jest w obecnej chwili dość popularny i nikt nie chce go0 jeszcze udostępniać.Ten obrazek „chodzi”obecnie w internecie za 100-150 zł.Ja,z racji że robiłam go w”dwie nitki”i na drobniejszej kanwie zażądałam (bez oprawy)80 zł.Żebyście,drogie czytelniczki,widziały to oburzenie zamawiającej!Więc pomyślałam że przesadziłam z ceną(może)i usiadłam jeszcze raz do przeliczenia i zawołałam 60 zł.,zaznaczając że niżej nie opuszczę.
    Mam tylko nadzieję że w najbliższym czasie w mojej rodzinie urodzi się jakieś dziecko i że obrazek nie będzie zbyt długo leżał w szafie…

    • Iwona

      Czyli otrzymałaś zamówienie od osoby, która absolutnie nie nadaje się jako klient dla rękodzielnika…

    • http://mojemagic.blogspot.com/ Kamila Frąckiewicz

      Patrycja, ja kiedyś zupełnie nie wiedziałam, jak wyceniać moje hafty… Ale ostatnio na grupie krzyżykowej na Facebook’u wyczytałam, że kobiety liczą sobie 2-5 gr za krzyżyk plus koszty materiału, muliny, ramki, itp. Od kiedy to wiem, kamień spadł mi z serca, bo nie muszę się już plątać w zeznaniach, tłumaczyć i głupio czuć, że „za drogo”. Polecam ten sposób wyliczania ceny :) I pozdrawiam! Krzyżyki górą! <3

      • Iwona

        Krzyżyki górą. To bardzo ciekawy sposób przeliczania. Dobrze jest podpowiadać sobie takie rzeczy, niektórzy naprawdę nie wiedzą jak się do tego zabrać :)

  • Oksi

    Po przeczytaniu komentarzy też chciałabym się podzielić swoimi przemyśleniami. Tak więc najpierw chciałam podziękować Iwonce za ten artykuł. Ponoć właśnie moje pytania wysłane do niej swego czasu posłużyły inspiracją)))).
    1. Dzięki przyłączeniu się do różnego rodzaju grup rękodzielników, poznaniu bloga Iwony oraz o przeczytaniu masy artykułów utwierdziłam się w myśli, że lepiej robić dla siebie i znajomych, niż sprzedawać za grosze. I chodzi tu nie tylko o kwestie cenienia swojej pracy, a też pracy innych rękodzielników. Bo sami rękodzielnicy wyceniając swoją prace za grosze robią świnię innym rękodzielnikom, którzy muszą obniżać ceny (nie każdy da radę zwalczyć system „czemu tak drogo” i po prostu się poddaje). Gdybym miała robić na sprzedaż swoje WYKOCHANE (właśnie wykochane, a nie robione) ręcznie maskotki etc., to na pewno będę szukać swojego klienta, a nie kogoś kto by chciał to mieć, ale nie zapłaci i jeszcze będzie mnie poniżał. Tu jest fajny przykład tego mercedesa – nie stać mnie, to nie kupuję. Kropka.
    2. Utwierdziłam się w myśli, że te moje rzeczy wykochane (rezerwuje prawa autorskie na to hasło, jak kto jeszcze ich tak nie nazwał)))))) można sprzedawać. Na pewno nie brakuje mi doświadczenia – mam prawie 35 lat i 30 z nich spędziłam z drutami i szydełkiem. Dla mnie jedno oczko różniące się od innych jest przyczyną przerobienia wszystkiego od nowa. W tym zakresie jestem perfekcjonistką i wiem, że rzecz jest dobrze zrobiona.
    3. Obecnie jestem na etapie tworzenia portfolio. Do końca roku będę sobie robić wzory swoich przyszłych produktów. Wezmę pod uwagę rady Iwonki i wszytko się uda. Chyba, że mi na to ręka nie pozwoli, z którą mam problemy po ciąży, ale jestem na dobrej drodze – joga pomaga.
    Na swoim profilu na FB wystawiam zdjęcia swoich prac, ludzie się pytają czy sprzedaje. Na razie nie. Bo mam swój plan i jego się będę trzymać!
    P.S. Wśród znajomych robię takie ankietowania, czy kupiły by to i owo za taką i taką cenę. Wyceniam rozsądnie ale bez zaniżenia wartości mojej pracy. W większości się zgadzają, lub ewentualnie mówią, co innego by ich interesowało. Są oczywiście głosy, że to jest cudne, ale kogoś po prostu nie stać. Mnie obecnie nie stać na kupno mieszkania i w trójkę wynajmujemy 30 m2, ale nie przychodzę do biur nieruchomości, żeby ktoś mi coś sprzedał za 50% wartości. Po prostu tworzę portfolio, żeby na parę metrów sobie dorobić rękodziełem))).
    Damy radę, tylko się nie poddawać!

    Tak więc – damy radę! Pamiętajmy tylko o szacunku do siebie, a nie tylko o litości do klienta, który jączy, że on to chce za 50% proponowanej wartości.
    2.

    • Iwona

      Cieszę się bardzo Oksano, że jesteś tak pozytywnie nastawiona do swoich wyrobów i planujsez dokładnie co zrobisz w tym kierunku.
      Oczywiście, że damy wspólnie radę. Myślę, że wielu rękodzielnków się nie podda! :)

  • http://kolorymegozycia.blogspot.com/ Patjola

    Bardzo fajny post..ja na razie zawisiłam działalność[po opercji sobie rączka odpoczywa:):} ale tęstak bardzo bym chciała,tęsknię za tym..Podziwiam prace moich koleżanek i bardzo im życzę aby prace „szły” za właśiwą cenę:)
    Pozdrawiam serdecznie

    • Iwona

      Zyczę powrotu do zdrowia! :)

  • http://canis-art.blogspot.com/ bazgra

    Bardzo dobry artykuł. Zgadzam sie ,ze sprawa poczucia własnej wartości ma kluczowe znaczenie. Ma tez racje „Rękodzielniczka”,ze klimat społeczny w Polsce nie sprzyja przedsiębiorczości. Ale to osobny temat. Grupa docelową dla rękodzieła , podobnie jak sztuki są ludzie z większymi pieniędzmi. A to wymaga przemyślanej strategii marketingowej. Niewątpliwie potrzebna tez jest edukacja w tym zakresie.
    Bardzo pomocne byłoby zorganizowanie się środowiska twórców w tym kierunku.
    Warto wspomnieć ,ze całkiem niedawno z podobnym problemem borykało się środowisko muzyków i twórców filmowych. Jednak dzięki temu ,ze się zorganizowali, znalazły się dobre rozwiązania.
    Kiedy Helena Modrzejewska zaczynała karierę, aktorki uważano w Polsce za prostytutki. Jej talent zmienił ten wizerunek. Ktoś musi być pierwszy.

  • „Rękodzielniczka”

    Po pierwsze: W Polsce panuje bardzo dużo pogardy dla drugiego człowieka i jego uczciwej pracy
    Po drugie: Stosunki społeczne i religia nakazują nam kajać się na każdym kroku i przepraszać, że ośmielamy się żyć.
    Po trzecie: Mentalności ludzkiej nie zmienia się w ciągu paru czy kilkunastu lat – na to trzeba kilku pokoleń.
    Po czwarte: Polacy mają małą świadomość jakości. Decydującym czynnikiem jest cena – musi być wszystko najtaniej.Nikt nie uczył ani nie uczy Polaków, że JAKOŚĆ MA SWOJĄ CENĘ!
    Po piąte: W społeczeństwie jest zbyt dużo drapieżczych nowobogackich hien, idących po trupach, którym przyświeca cel: – byle tylko zniszczyć drugiego.
    Po szóste: Nic nam nie sprawia większej radości i satysfakcji, jak nieszczęście, upadek i tragedia, która spotkała bliźniego i w najtrudniejszych chwilach staramy mu się jak najwięcej dokopać.
    Oczywiście, że to mocno powiedziane, nie można generalizować ale dokładnie tego wszystkiego doświadczyłam na własnej skórze.
    Od lat z wielką pasją tworzę w wolnych chwilach naszyjniki i korale. Wykonuję każdy projekt tylko i wyłącznie w jednym egzemplarzu i nigdy go nie powielam. Jeszcze nigdy (przez kilkanaście lat) nie udało mi się niczego sprzedać, bo „za drogo wyceniam” Kalkulacja poniżej:
    Materiał (modelina Fimo) – 50 zł, dodatki: linka, zapięcie, lakier itp – około 5 zł. Czyli razem 55 zł. Czas poświęcony na wykonanie – około 10 godzin. Wyceniłam korale na 60 zł. Czyli chciałam zarobić 5 zł za 10 godzin pracy, czyli 50 groszy na godzinę, minus podatek do odprowadzenia! Oczywiście nikt mi tego nie kupił (wystawiałam na kilkunastu różnych dużych kiermaszach) a na dodatek posłyszałam multum pretensji (często bardzo wulgarnie wyrażonych), że to skandal tak się drożyć.
    Jasne? – Wszystko jasne, nic dodać, nic ująć!
    Więc zamiast sprzedawać swoją pracę po 50 groszy za godzinę, obdarowuję przyjaciół i składuję „na czarną godzinę”. Wkrótce idę na emeryturę i ZUS wyliczył ją na (uwaga!) – 246 zł. Dziękuję! I bardzo przepraszam, że ośmielam się żyć! Moja wina, moja bardzo, bardzo wielka wina!

    • Iwona

      BArdzo mocno powiedziane Rękodzielniczko i po części tak rzeczywiście jest. Jakkolwiek coraz więcej jest ludzi szanujących drugiego człowieka i jego pracę. Nie każdy nowobogacki jest drapieżną hieną, bo posiadanie i zarabianie pieniędzy nie jest złem. problemem jest, że musimy znaleźć odpowiedniego klienta. Skoro nie było go na kiermaszach to był z pewnością gdzieś indziej. Na całym świecie ludzie sprzedają rękodzieło i w Polsce też z pewnością można to robić.

  • http://gosha.blogujaca.pl Gosha

    Dzięki wprowadzeniu parku maszynowego udało się produkować więcej i za niższą cenę. Ale za cenę utraty unikatowości produktów. A przecież czasami chcemy czuć się wyjątkowo. I np w dniu ślubu chętnie skłaniamy się do potraktowania nas indywidualnie. Szukamy nie tylko unikatowej sukni, ale też dodatków. Bo to ma być eksluzywne. Pięknie brzmi, że zostało coś zrobione na specjalne zamówienie. Nie wszystko musimy mieć ręcznie robione, ale za tą jedną, wyjątkową rzecz warto więcej zapłacić. Jedni lubią się wtapiać w tłum i nosić rzeczy z sieciówki, inni będą stawiać na rzeczy oryginalne. Tak było i tak będzie. A naszym problemem jest odszukać grupę „klientów”, którzy będą chcieli to coś wyjątkowego kupić właśnie od nas

    • Iwona

      Rękodzieło jest po prostu dla tych, którzy lubią unikalność i nie przepadają za masówką. Na szczęście coraz więcej jest takich osób :)

  • http://wojkam5.blogspot.com kamila

    Ja też coraz intensywniej zaczynam myśleć, czy by na tej mojej pasji nie zacząć dorabiać. Mój budżet domowy jest dość napięty i z pewnośćią jakikolwiek zastrzyk by się przydał, ale szczerze- to na chwilę obecną to po prostu marzą mi się luksusowe wełny na które zwyczajnie „nie ma kasy”.
    Takie wywiady sa bardzo inspirujące, ale i fajnie poznać bliżej osoby znane głownie ze swoich dzieł :)
    Pozdrawiam

    • Iwona

      Ale jakby był zastrzyk kasy to by była i kasa na luksusowe wełny :)

  • Giovanna

    Hmm, długo zastanawiałam się, co napisać w komentarzu pod tym artykułem. Od zawsze interesowałam się produktami wykonanymi własnoręcznie przez uzdolnionych ludzi. Problem w tym, że jest coraz więcej ludzi, którzy zarabiają w granicach minimum i przybywa ich w zawrotnym tempie w całej Europie (nie mówiąc już o galapującym bezrobociu wśród młodych ludzi). Oni na pewno nie będą kupować własnoręcznie wykonanych produktów, choćby nawet i bardzo chcieli. Z tego powodu taki rękodzielnik jest zmuszony do tworzenia dla bardzo wąskiej grupy ludzi majętnych. Cóż, rękodzieło coraz bardziej zaczyna „podpadać” pod segment produktów luksusowych. Sama niedawno chciałam kupić sobie drobny produkt wykonany ręcznie (czapka), ale cena 70 zł zbiła mnie z nóg. Wiem, że takiego produktu nie kupi nikt z mojej rodziny w Polsce, ani nikt ze znajomych, nie mówiąc o sprzedaży takiego produktu np. w kraju, w którym obecnie mieszkam (aby ktoś kupił taki produkt powienien kosztować poniżej 20 euro, jeśli jest powyżej – jest po prostu produktem dla osób majętnych). Nie byłabym sobą, gdybym sama nie zaczęła dziergać (kiedyś to robiłam) i zamiast narzekać na wysokie ceny u rękodzielników, sama wydziergałam sobie parę rzeczy, w tym również dla rodziny. Rozumiem problem rękodzielników, ale uważam, że ceny przez nich proponowane powinny być skorelowane ze średnią zarobków w miejscu, gdzie te produkty sprzedają. Albo powinny być ucziwie oznaczone jako produkty luksusowe i wtedy będzie wszystko jasne. Trzeba jednakże pamiętać, że sytuacja finasowa coraz większej liczby ludzi (i mam na myśli tutaj nie tylko Polaków, ale również ludzi z innych krajów europejskich, w szczególności młodego pokolenia) nie nastawia zbyt optymisycznie co ustalania „cen z kosmosu” (i piszę tutaj z pełnym szacunkiem w nawiązaniu do pracy rękodzielniczej). Serdecznie pozdrawiam i życzę wielu sukcesów.

    • http://moje.magic@gmail.com.blogspot.com Kamila Frąckiewicz

      W tym sęk właśnie, by trafić ze swoim produktem do właściwego odbiorcy. Kiedyś myślałam, że wszyscy muszą kupić moje rękodzieła, ale to prowadzi do nikąd. W pewnym sensie rękodzieło jest wyrobemluksusowym. Często są to unikaty. Zgadzam się z tym, że trzeba wyważyć sobie wszystko- nie tylko wkład pracy, ale również na ile nasz produkt jest oryginalny i wyróżniający się na tle innych.

      • Iwona

        No właśnie – cieszą mnie ludzie, którzy to rozumieją – nie można nawet chcieć sprzedawać wszystkim, bo w końcu nie sprzeda się nikomu. I tak rękodzieło to produkty luksusowe :)

    • Iwona

      Bardzo ciekawe podejście do tematu Giovanna w stylu „szklanka jest do połowy pusta”. Nikt nie mówi o „cenach z kosmosu” za rękodzieło, ale o cenach gdzie cena produktów, z których coś jest wykonane plus robocizna i wartość talentu jest wliczona. 70 zł za czapkę może być bardzo tanio. 70 zł może tylko włóczka kosztować. A gdzie koszt za czas pracy i umiejętności? „Ceny przez nich (rękodzielników) proponowane powinny być skorelowane ze średnią zarobków w miejscu, gdzie te produkty sprzedają. Albo powinny być uczciwie oznaczone jako produkty luksusowe”. Nigdy nie słyszałam o czymś takim jak oznaczanie produktów jako luksusowe. Czy produkt jest luksusowy, czy też nie jest oznaczone ceną. I tak – dobrze wykonany produkt, który jest wykonany ręcznie jest produktem luksusowym. „Ceny skorelowane ze średnią zarobków?” A cóż to za postkomunistyczny pogląd? Jeśli idę do sklepu i chcę kupić Mercedesa lub bochenek chleba to nikt mi się nie pyta, czy mam wystarczająco dużo pieniędzy czy nie, bo jeśli nie to mogłabym zapłacić połowę ceny, albo nawet jedną trzecią? Cena produktu to ekonomia, a ekonomia to matematyka. A znając matematykę można dobrze wyliczyć, że bezrobocie można zmniejszyć jeśli osoby bezrobotne staną się własnymi przedsiębiorcami a przez to zaczną podkręcać gospodarkę, co poprowadzi do jeszcze niższego bezrobocia.
      A, że ludzie młodzi mają kiepską sytuację finansową? Od wieków tak było – ktoś po szkole, bez pracy i bez oszczędności nie może mieć tłustego konta w banku, chyba że ma zamożnych i hojnych rodziców. Ale każdy ma szansę, każdy może coś zrobić ze swoim życiem i bardzo szybko całkiem dobrze zacząć zarabiać, albo pracować nad tym, aby tak się stało.
      Z tym, że do tego potrzebne jest pozytywne nastawienie, wiara w siebie i innych oraz optymizm. Także życzę sukcesów i przede wszystkim optymizmu i pomysłów na poprawienie własnych finansów :)

      • Giovanna

        Myślę, że droga Iwono, poruszyłaś ciekawy temat do dyskusji :-) Chciałam od razu sprostować – nie jestem osobą o poglądach rodem z PRL-u :-), tylko liberałem (patrz: moja działalność spoleczna i polityczna :-)))) z tym, że takim liberałem, który uważa, że osoby o pogladach liberalnych mają obowiązek zapoznawać się z opinią swoich przeciwników, czyli socjalistów i vice versa. Zrozumienie – to jest klucz do budowania.
        Ale wróćmy do naszej dyskusji, którą pozwolę sobie uporządkować w punkty. Mieszkam w Niemczech, więc pozwolę sobie przedstawić kilka spraw ważnych w tej rozmowie:

        1. Osoby majętne mające czas…często zajmują się rękodziełem – to jest w pewnym stopniu „problemem” dla osób, które chciałyby sprzedawać takim osobom swoje produkty, np. ręcznie wykonane czapki, swetry czy inne. Np. moja znajoma z Niemiec, której na pewno nie brakuje pieniędzy, sama z siebie robi piękne ręcznie wykonane skarpety i haftuje piękne serwety (nawet sama za darmo mi dała kilka sztuk). Jej synowa i wnuczka – tak samo (tworzą piękne rękodzielnicze dzieła – nie sprzedają, a szkoda…). Z kolei osoby, które borykają się z trudną sytuacją finansową i chętnie by kupiły np. ręcznie wykonaną czapkę, nie mają czasu (wiecznie są zabiegane, by coś dla siebie zrobić) ani pieniędzy (to zostawię bez komentarza, bo wiadomo – rękodzielnictwo to luksus).

        2. Osoby, nazwijmy – z „klasy średniej” – często bywa, że hobbistycznie zajmują się rękodziełem np. jedna osoba robi na drutach, druga haftuje, trzecia-szyje itd. Mam wielkie szczęście do poznania takiej osoby z powyższej grupy (może w przyszłości do nich dołączę). Niestety żadna z tych osób nic nie sprzedaje, mówiąc, że „wyszło by za drogo i nikt by tego ode mnie nie kupił”. Z tego powodu – kobiety te wymieniają się swoimi produktami między sobą. Taka klasyczna wymiana bartelowa :-). Niedawno zauważyłąm, że i w Polsce zaczynają tworzyć się takie wymiany :-)

        3. Milionerzy – nie chciałabym pisać o całej grupie, bo jej nie znam.Napiszę tylko o jednym przypadku. Mój mąż jako dorabiający sobie korepetycjami miał możność poznania pewnej rodziny. Rodzina ta ma bardzo mądre podejście do pieniędzy i tego samego chce nauczyć swoją ukochaną córkę, której w przyszłości przypadnie zarządzanie rodzinnym interesem. Córka ta ma za zadanie nauczyć się szanować każdego „euro” i wiedzieć, że nawet za małą sumą stoi ludzka praca, którą należy uszanować. Maria regularnie pisze krótkie artykuliki do ekologicznego blogu mego męża. Bierze za to niewiele – kilka euro. Matka jej się cieszy, że córka nabiera świadomości. Może by i chciała zarabiać więcej, ale niech ma świadomość, że wpływy z reklam są jeszcze niewielkie i nie pozwalają na zbyt wielkie „windowanie” cen za swoje usługi. Dopiero jak się włoży naprawdę dużo swojej pracy (częściejsze pisanie artykułów i promowanie strony), można oczekiwać więcej. Mądrzy ludzie i ich pracowita córeczka.

        Kończąc, chciałabym dodać, że w szczególności początkujący rękodzielnicy muszą brać pod uwagę potrzeby rynku (i niestety sytuację gospodarczą, która wpływa na siłę nabywczą ludzności) i nie mobą bez opamiętania windować ceny swoich produktów. Niestety główną grupą docelową w tym biznesie jest grupa osób majętnych, bo osoby uboższe na pewno nie kupią czapki za 70 zł. Dlatego produkty rękodzielnicze muszą być naprawdę „super”. Jednak zanim osiągnie się ten pułap,…..Myślę, że tutaj chętnie posłuchałabym doświadczeń osób bardziej doświadczonych, które z sukcesem przeszły przez etap początkowego sprzedawcy swoich usług.
        Serdecznie pozdrawiam i tradycyjnie życzę wielu sukcesów.

        • Iwona

          Oczwiście Giovanno, że można wiecznie dzielić ludzi, ale to zajmuje zbyt wiele cennego czasu. Rękodzielnikom chodzi o to, żeby sprzedać i żeby być docenionym. Nie, żeby obdarowawywać i pracować za darmo. Oczywiście, że trzeba patrzeć na potrzeby rynku. Ale jeśli nie ma na rynku potrzeby kupowania rękodzieła za godziwą cenę to lepiej w ogóle go nie sprzedawać. W przeciwieństwie do usłóg, które wykonuje córka Twoich znajomych w rękodziele wykorzystywany jest także materiał, który trzeba wliczyć w cenę produktu. Im lepszy produkt tym droższy materiał.
          ia tak, oczywiście rękodzieło to jest produkt luksusowy :)

      • Ola

        W pełni się zgadzam z wypowiedzią Iwony. Ja jestem na początku mojej drogi do sprzedaży rękodzieła, więc może nie jestem ekspertem, ale dojrzałam do tego, aby cenić moją pracę. Za koszt materiałów mogę robić dla rodziny, traktując to trochę jak promocję moich produktów. Dla obcych staram się wyceniać to tak, aby cena nie była mocno kosmiczna, ale też abym ja czuła się dobrze wynagrodzona za pracę. W Polsce bardzo ciężko jest sprzedać rzeczy wydziergane na drutach bądź na szydełku za godziwą cenę. Wielu ludzi nie stać, aby zapłacić za czapkę ponad 100 zł. Nie oznacza to jednak, że mam ustalać ceny porównując się do chińszczyzny w marketach. Opracowałam sobie algorytm wyceniania moich produktów na podstawie ceny materiałów oraz ilości godzin pracy i tego się trzymam. Jeśli ktoś nie akceptuję mojej ceny to nie sprzedaję za bezcen. Tak jak nie każdego stać na mercedesa, tak nie każdy musi kupować rękodzieło.

        • Iwona

          I bardzo dobrze! Tak trzymać Ola! :)

  • http://mojemagic.blogspot.com/ Kamila Frąckiewicz

    Ja dopiero zaczynam budować własną markę i nie wiem, czy i kiedy zdecyduję się założyć działalność. Na razie robię szum w internecie, odkrywam nowe kanały (za Pani namową założyłam konto na Pintereście, myślę o kolejnych serwisach)i udoskonalam swoją technikę, aby moje produkty były najwyższej jakości, bo tylko takie mogą się utrzymać na rynku. Pozdrawiam!

    • Iwona

      Bardzo dobre podejście! I to z budowaniem marki, robieniem szumu w Internecie i to, że tylko produkty najwyższej jakości mają szansą! Powodzenia! :)

  • http://www.szyciowisko.pl Iwona Dziadura

    Dziękuję bardzo za ten tekst :) Jestem takim rękodzielnikiem, który już powoli zaczyna wierzyć w siebie i w to, że się da… tylko niestety ciągle jeszcze zbyt powoli mi to idzie ;) i dlatego takie słowa są mi bardzo potrzebne.

    • Iwona

      Bardzo proszę :) Z pewnością nie tylko takie słowa są potrzebne, ale dużo nauki! :)