Nadruki na kubkach i koszulkach według Kamili

Pasja Kamili to rysunek – wykorzystany w trochę inny sposób.
Okazuje się, że nadruki na kubkach nie muszą być „techniczne”. Na kubku czy koszulce także można zostawić część naszej duszy i pasji…
Taki kubek skarb!
Poczytaj czym zajmuje się Kamila Guzal Pośrednik.

 

1. Jakim rękodziełem się zajmujesz?
Projektuję i wykonuję nadruki na kubkach oraz koszulkach. W najbliższych planach są także nadruki na torbach, mam zamiar również zaprojektować serię oryginalnych bluz z nadrukiem. Moja firma nazywa się Pantografik. Mam własne projekty a także wykonuję projekty na zamówienie, na przykład – kubek z imieniem, kubek na chrzciny itd. Podejmuję także zlecenia dla firm. Pracuję tradycyjnie – rysuję, maluję. Następnie skanuję projekt i wprowadzam ewentualne poprawki na komputerze.

 

2. Jak zaczęła się Twoja przygoda z tą sztuką? Kiedy i jak się tego nauczyłaś?
To, czym się zajmuję teraz: nadruki na kubkach i koszulkach to świeża sprawa – firma ma dopiero rok. Natomiast jeśli chodzi o to, od kiedy rysuję, maluję i projektuję – to śmiało można powiedzieć, że od urodzenia. Zawsze towarzyszył mi blok i ołówek. Ukończyłam wspaniałą szkolę średnią – Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych w Warszawie, tam oprócz wielu innych rzeczy nauczyłam się, że wszystko praktycznie można wykonać samemu. Były to lata 80. Niczego nie można było kupić. Byliśmy pomysłowi, życie zmuszało nas do działania. Od tego czasu mam zakodowany w głowie przekaz: „przecież mogę to zrobić sama”. Potem były studia na warszawskiej ASP. Ukończyłam Wydział Grafiki – każdy absolwent tego Wydziału ma we krwi obsesyjne zamiłowanie do precyzji, poprawiania projektu aż do końca. Uczono nas wymagać od siebie, także jeśli chodzi o czystość wokół swojego stanowiska pracy, schludność, szacunek dla technologii.

 

Kamila Guzal

-


3. Jak to się stało, że zaczęłaś zajmować się tym zawodowo?
  
Jak to zwykle bywa – przez przypadek, chociaż ja nie wierzę w przypadki. W mojej historii nie ma nic oryginalnego – jako mama trojga dzieci nie mogłam powrócić do pracy. Pracowałam jako instruktor zajęć z grafiki i batiku w warszawskim Pałacu Młodzieży. To jest praca popołudniowa, niemożliwa do pogodzenia w przypadku mamy. Nie wyobrażałam sobie powrotów do domu o godzinie 20 lub 21, zwłaszcza że wraz z mężem podjęliśmy decyzję o budowie domu pod Warszawą. Poza tym, nie ukrywam, ta praca przestała mi przynosić satysfakcję, finansową również. Jako osobie bezrobotnej udało mi się uzyskać dotację na rozpoczęcie działalności , no i rozpoczął się nowy rozdział w moim życiu – oby trwał jak najdłużej!

 

4. Czy zawodowo robisz tylko nadruki na kubkach, czy też może robisz jeszcze coś innego?
Jako plastyk robię wszystko – ilustruję, maluję, wykonuję portrety. Nowe jest to, że teraz działam samodzielnie, w ramach firmy.

 

5.  Ile godzin dziennie poświęcasz na pracę? Jak często pracujesz?
To trudne pytanie. Niestety, nie jest to etatowe osiem godzin dziennie – uświadomiło mi ten problem proste pytanie mojej zaprzyjaźnionej specjalistki od coachingu – mianowicie spytała mnie, ile czasu dziennie w ogóle poświęcam na pracę (wliczając w to marketing, reklamę, odpisywanie na listy etc). Odpowiedź to bolesne odkrycie. Ponieważ sprawuję opiekę nad domem i dziećmi- to na razie tych godzin nie będzie więcej. Można za to elastycznie ustawić sobie czas pracy. Generalnie staram się być przez cały czas zajęta, są rzeczy, które można wykonywać jakby półautomatycznie, jest też wiele spraw wymagających absolutnego skupienia i ciszy. Staram się pracować codziennie, sporo też czytam o biznesie, marketingu – tutaj ukłon w stronę Iwony.
Staram się śledzić ciekawe strony, dużo oglądam i podpatruję – traktuję to rzecz jasna również jako pracę! Zabiera to mnóstwo czasu, ale jest konieczne. W niedzielę staram się nie pracować, chyba że jest to niezbędnie konieczne z powodu pilnego zamówienia.

 

6. Robisz wszystko sama, czy masz może kogoś do pomocy?
Jestem szczęściarą, bo pomaga mi mąż, także plastyk. Mąż panuje nad parkiem maszynowym.

 

Nadruki na kubkach

-

7. Czy zajmujesz się tylko sprzedażą swoich wyrobów ? Czy może prowadzisz też warsztaty, albo kursy? 
Prowadzenie kursów zarzuciłam już dawno – prowadziłam warsztaty z grafiki i batiku. Tu , gdzie mieszkam nie było zainteresowania tego typu warsztatami, ciężko było z naborem. Czasami żałuję, bo to ciekawe doświadczenie i cenny kontakt z ludźmi.

 

8. A teraz pytanie, na które szuka odpowiedzi wielu rękodzielników: Czy można żyć z rękodzieła? Jak Ty to robisz, że Tobie się to udaje? I czy się udaje?
Odpowiem szczerze – ja jeszcze nie mogę i mam chwile zwątpienia. Myślę, że jest możliwe na pewno wygospodarowanie pensji – ale pod wieloma warunkami. Trzeba wymyślić dla siebie formułę – dla kogo robię, kto to kupi, gdzie? Ile jest w stanie wydać? Jak do tego klienta trafić? Jestem na etapie odpowiadania sobie na te pytania, ale wiem jedno – własna działalność to jest to z czego na pewno nie zrezygnuję, bo po pierwsze – nie mam wyjścia, po drugie – realizuję się w tym. Nigdy nie chciałam mieć nad sobą szefa i mam nadzieję, że tak zostanie. Oczywiście – pozostaje bolesny problem ZUSu, podatków… – to otwarta polska rana i myślę, że naprawdę tutaj leży problem rękodzielników i w ogóle twórców.

 

9. Jak wyceniasz swoją pracę? I czy spotkałaś się, że stwierdzeniem, że drogo, albo tanio?
Wycena jest zawsze trudna, niestety zauważyłam, że mam tendencję do zaniżania… – to chyba obciążenie po szkole plastycznej – wydaje mi się, że wszyscy potrafią, to co ja, bo w życiu przeważnie spotykałam kreatywne, utalentowane osoby. Oczywiście jest całkowicie odwrotnie i muszę się tego uczyć. Co do uwag – powiedziałabym, że jest po połowie – dla niektórych za tanio, dla niektórych za drogo…

 

10. Czy sprzedajesz tylko na rynku polskim, czy także poza granicami? A jeśli poza granicami to w jaki sposób?
Niestety, jak na razie w Polsce, i dopiero będę chciała walczyć o klientów zza granicy – jak wiadomo czytelniczkom tego bloga – swobodne poruszanie się po Etsy lub DaWandzie to niełatwa sprawa.

 

11. Gdzie znajdujesz swoich klientów? Szukasz ich, czy przychodzą do Ciebie sami?
Cały czas szukam. Nikt mnie sam nie odnajdzie, to byłby cud. Na razie założyłam Fanpage na FB. Oczywiście chciałabym mieć własny sklep internetowy i chcę to zrealizować w tym roku, tak aby zdążyć przed Świętami Bożego Narodzenia. Sporo kontaktów zyskałam dzięki uczestniczeniu w spotkaniach warszawskich Latających Kręgów – takie spotkania networkingowe to spora dawka inspiracji, można uzyskać konkretne informacje, poznać prawdziwe historie biznesowe. Bombarduję też znajomych mailami prosząc o sugestie lub udostępnianie oferty. Przed Świętami ludzie zaczęli zgłaszać się sami, to było zaskakujące i miłe.

 

12. Skąd czerpiesz inspirację?
Zewsząd. Oglądam, rozmyślam, czasami coś mi przyjdzie do głowy podczas spaceru, lub kopania ogródka. Staram się być czujna i przez cały czas podpatruję. Kiedy mam okienko i jestem w mieście – idę do biblioteki, przeglądam albumy, czasopisma, staram się nie tracić czasu.

Słoneczniki

-

 

13. Czy sama robisz zdjęcia twoich prac?
Tak, i jest to sprawa do poprawki, mam tego świadomość.

 

14. Czy zamieniłabyś tę pracę na coś innego?
Za krótko pracuję na swoim, aby robić tego typu podsumowania, ale mam wrażenie, że jest to dla mnie wymarzona praca.

 

15. Czy masz jakieś rady, dla osób, które zajmują się rękodziełem jako hobby i chciałyby zacząć na tym zarabiać?
Przede wszystkim dokładnie przemyśleć strategię, nie rzucać się na oślep. Każdą decyzję kilka razy przemyśleć i nie bać się pytać, zasięgać rad. Rozejrzeć się, co robią inni i wyciągnąć wnioski – czy na przykład w ogóle się opłaca coś rozpoczynać, czy na tym zarobię, czy nie włożę za dużo w materiał – czyli podejście jak najbardziej biznesowe. Niestety – twórcy to często romantycy, kochają po prostu swoją pracę i cieszą ich słowa zachwytu. Niemniej należy zejść na ziemię i myśleć o swoim przedmiocie jak o towarze – twarde słowa, ale prawdziwe. Zwłaszcza w polskich realiach. Jeszcze jedno – wierzę wciąż w rynek dóbr luksusowych – i w tym widzę jedyną szansę dla rękodzielników. Klienci mniej zamożni nie kupią rękodzieła. W tym segmencie królują Chiny, wielkie markety etc. Nie traćmy czasu na złudzenia, że przeciętny Kowalski (lub Kowalska) kupi coś od ciebie dla domu lub na prezent. Ciągle brakuje u nas zdrowego snobizmu na rzeczy unikatowe – przy czym nie mam na myśli przysłowiowej makatki na ścianę, ale w ogóle oryginalnego designu. Ostatnia rada – promujmy się nawzajem, pomagajmy, popierajmy polski wyrób – jestem przekonana, że każdy koleżeński gest z naszej strony zaowocuje.

 

16. Gdzie można Cię znaleźć? Ciebie i Twoje prace?
Facebook: www.facebook.com/pantografik
Pinterest:  www.pinterest.com/kamilaguzal


17. Czy masz jakieś plany na przyszłość związane z twoją pracą? Marzenia?

Marzę o tym, aby swobodnie pracować u siebie w domu i ciągle się rozwijać. W przyszłości chciałabym mieć uroczy, mały sklepik ze swoimi rzeczami i witać w nim klientów zamiast prosić się o możliwość wystawienia gdzieś swoich prac – bo kilka takich odmów już usłyszałam i naprawdę nie jest to miłe. Chciałabym także bardzo pomagać innym twórcom poprzez promocję ich prac – świat jest pełen utalentowanych ludzi, którzy z różnych powodów, czasami zupełnie niezależnych od nich nie mogą się przebić.

 

Ręcznie malowane

-

 

 

17. Czy chciałabyś jeszcze coś dodać od siebie?
Dziękuję za przeprowadzenie ze mną tego wywiadu. Dziękuję również za wszystkie wpisy na tym blogu.
Namawiam wszystkich twórców do współpracy – twórzmy wspólne kampanie, pomagajmy sobie, organizujmy kiermasze, ale nie takie na których za stoisko trzeba zapłacić krocie… Jeśli będziemy robić swoje rzeczy z pasją, to wierzę w to głęboko – przyniesie to rezultaty. Wystrzegajmy się pracy bylejakiej, pracujmy uczciwie. Jeśli w głębi serca czujemy, że robimy coś wbrew sobie – dajmy sobie spokój. Tylko autentyczna praca z zamiłowania ma sens.

Na koniec: życie zaskakuje i to pozytywnie! Takim zaskoczeniem było dla mnie to, że rysunki, które od dawna spoczywały w teczce – zaistniały w zupełnie inny sposób na kubku, czyli nagle stały się czymś zupełnie innym. Zaskoczyło mnie również to, z jakim się to spotkało entuzjastycznym przyjęciem. Przykładem jest pierwszy historyczny kubek z pszczółkami i motylkami- kilka oddzielnych rysunków skomponowanych razem tworzy nagle coś odrębnego – i to się podoba! To samo mogę powiedzieć na przykład o koszulce z kotkiem. Akwarela na tkaninie!

Malowany kubek

-

 

 

Wszystkie zdjęcia pokazane tutaj są własnością Pantografik a udostępnione są tutaj za zgodą właścicielki firmy Kamili.

Udostępnij dalej ten artykuł, by zainspirować nim innych rękodzielników. Poczytaj także więcej wywiadów.

Jesteś rękodzielnikiem, przedsiębiorcą? Zobacz dlaczego warto udzielić mi wywiadu i napisz do mnie koniecznie.
Współpracujmy!